Od początku września uczniowie tłumnie ruszyli do szkół. Będą zgłębiać tajniki wiedzy, poszerzać swoje horyzonty i nabywać nowe umiejętności. Ale „prawdziwa” nauka zaczęła się dużo wcześniej – gdy zaczęliśmy wypowiadać pierwsze słowa i posługiwać się językiem. Bez tej kluczowej umiejętności nie tylko ciężko byłoby pozyskiwać nową wiedzę, ale i trudno byłoby nam funkcjonować w grupie. Czy zastanawialiście się kiedyś, jak niezwykłym wynalazkiem jest język i dlaczego tylko Homo sapiens potrafi używać mowy artykułowanej? Jak to mogło się stać, że w naszej ewolucyjnej przeszłości zaczęliśmy ze sobą rozmawiać?

Ludzki język, jako sposób komunikowania się, jest niezwykły. Dzięki niemu możemy wyrażać swoje myśli i emocje. Możemy przekazywać zarówno wiedzę o świecie jak i tą wiedzę mniej oficjalną, jak na przykład najnowsze ploteczki o sąsiadach czy znajomych. Wszędobylskie informacje przekazywane za pomocą języka mówionego czy pisanego sprawiają, że nie wyobrażamy sobie dzisiaj życia bez niego.

Ale czym tak właściwie jest język?

Mimo licznych debat i lat badań, naukowcom wciąż nie udało się stworzyć jednej słusznej definicji „języka”.  Jednak istnieją pewne kryteria, które pomagają rozgraniczyć, czy dana forma komunikacji jest językiem, czy nim nie jest. Oto kilka najważniejszych: 

  • informacje muszą być przekazywane za pomocą mowy artykułowanej, czyli mowy składającej się z dźwięcznych głosek (wyjątek stanowi język migowy)
  • znaczenie ciągu słów powinno zależeć od ich kolejności oraz rodzaju końcówek itd., zatem niezbędny jest zbiór reguł opisujących jak funkcjonuje dany język czyli gramatyka
  • umowność, czyli odnoszenie się do obiektów nieobecnych w danym momencie, zdarzeń przeszłych lub mających dopiero nastąpić.

Jak to się mogło stać, że ludzie „mówią”?

Istnieje wiele hipotez, jedne bardziej abstrakcyjne inne trochę mniej, próbujących wyjaśnić fakt, że ludzie potrafią posługiwać się mową artykułowaną. Bardzo długo w ogólnej świadomości społecznej utrzymywał się pogląd, że język wyewoluował po to, żeby przekazywać wiedzę, czyli jak np. wykonać dane narzędzie. Jednak, obserwacje naszych najbliższych krewnych, szympansów, zweryfikowały te poglądy. Szympansy nie tylko potrafią wykonać własnoręcznie prymitywne narzędzie lub wykorzystać przedmioty takie jak kamień i patyk do tego, żeby rozgnieść orzecha czy wydłubać termity z kopca, ale i potrafią uczyć się tych umiejętności od siebie nawzajem. I nie potrzebują do tego mowy artykułowanej, wystarcza im po prostu … obserwacja bardziej doświadczonych osobników. U Homo sapiens często też tak jest – najlepiej i najszybciej uczymy się nowych umiejętności poprzez obserwację i naśladowanie. Kupując nowy sprzęt elektroniczny, większość z nas zaczyna po prostu eksplorować nowe urządzenie – jedynie znikoma część ludzi bierze do ręki instrukcję obsługi. Bo nikomu nie chce się jej czytać. Zatem w naszej ewolucyjnej przeszłości, język musiał powstać w jakimś innym celu, ale jakim?

Nawijanie dziewczynom makaronu na uszy

Niektórzy badacze upatrują przyczyn ewolucji języka w mechanizmie doboru płciowego, czyli dobierania się w pary. Na przykład Geoffrey Miller, zaproponował, że u źródeł powstania mowy leży umiejętności skutecznego zainteresowania sobą i utrzymania partnera. Nazwał to „efektem Szeherezady”. Ni mniej ni więcej, chodzi o to, że erudycja, czyli zgrabne dobieranie słów, poezja i literatura – to wszystko mogło świadczyć o tak zwanych „dobrych genach”. Umiejętność pisana wierszy nie jest w końcu dana wszystkim po równo. A nie jedno kobiece serce uległo pięknym słowom. Jednak patrząc szerzej na to zagadnienie, ciężko się spodziewać, żeby nasi odlegli przodkowie mieszkający w jaskiniach bądź prowizorycznych schronieniach dysponowali poezją czy skomplikowanym słownictwem. Poezja i szeroko pojęta literatura mogły jednak zostać wykorzystana nieco później przez mężczyzn w celu zwiększenia swojej konkurencyjności na rynku matrymonialnym. Zatem dobór płciowy również nie mógł być przyczyną powstania języka.

Pakt wierności

Terrence Deacon poszedł w swoich rozważaniach nieco dalej i zaproponował, że mowa wyewoluowała na skutek potrzeby zawierania układów społecznych między kobietami i mężczyznami. A chodzi zasadniczo o kwestię wierności. Zdaniem tego naukowca, kobiety i mężczyźni zawierali pakty na czas nieobecności tych drugich w obozach. Ta hipoteza jest jednak bardzo mało prawdopodobna. Jak sami dobrze wiemy z naszych osobistych doświadczeń, że ludzie często jednak „rzucają słowa na wiatr”. Z jednej strony na coś się umawiają, ale z drugiej nie do końca przestrzegają ustaleń. Podobnie mogło być w naszej ewolucyjnej przeszłości, stąd zawieranie takich paktów nie mogło być pierwotną przyczyną ewolucji mowy. Zatem co innego było tak istotnego, że Homo sapiens wytworzył tak skomplikowany system jak język?

Nieodparta potrzeba plotkowania

Najbardziej prawdopodobną hipotezą, próbującą wyjaśnić po co tak właściwie wyewoluował język u Homo sapiens, jest propozycja Robina Dunbara. Zakłada on, że język pierwotnie służył przede wszystkim potrzebie skoordynowania dużej liczby relacji międzyludzkich niezbędnej do podtrzymania spójności i stabilności dużej grupy (zobacz także Czyli plotkowanie mamy w genach?).

Nasi najbliżsi krewni, szympansy, komunikują między sobą kluczowe informacje społeczne takie jak na przykład kto się z kim przyjaźni czy kto wyżej stoi w hierarchii grupy poprzez iskanie. Iskanie pełni uszympansów funkcję takiej drobnej pogawędki, które oprócz funkcji higienicznej pełni rolę właśnie sygnału społecznego. Spędzanie przez szympansy maksymalnie 20% dziennej aktywności na iskaniu całkowicie wystarcza, żeby podtrzymać relacje społeczne w grupie liczącej średnio około 77 osobników. U ludzi jednak grupy liczą około 150 osób (zobacz też Ilu przyjaciół potrzebuje człowiek?),zatem ten sposób wymiany informacji społecznych nie mógł się sprawdzić. Spędzanie ponad połowy dziennej aktywności na wzajemnym iskaniu niechybnie spowodowałoby głód i w konsekwencji wyginięcie.

Iskanie czy plotkowanie?

Oczywistą wadą iskania jako sposobu podtrzymywania relacji społecznych jest przede wszystkim  mała elastyczność. W czasie iskania nie można wykonywać żadnego innego zajęcia. Co więcej, można iskać tylko jedną osobę na raz. Zatem trzeba było „wymyślić” coś, co byłoby bardziej efektywne. Może zatem to właśnie język był tym rozwiązaniem, które zastąpiło iskanie w naszej ewolucyjnej przeszłości?

Jak wiemy, język pełni niebagatelną funkcję w życiu społecznym. Służy bowiem przede wszystkim do nawiązywania oraz podtrzymywania relacji i, co za tym idzie, powoduje, że sprawnie funkcjonujemy nawet w dużych grupach. A główną funkcją języka, jak twierdzi naukowiec z Oksfordu, są właśnie drobne pogawędki i ploteczki. Przy kawie najczęściej wymieniamy przecież niezwykle ważne informacje, takie jak na przykład, że Kasia założyła czerwoną sukienkę z dekoltem i poszła spotkać się z Krzysiem, a Goździkowa zna świetny lek na ból głowy.

 

 

Bibliografia

Deacon, T. W. (1997). The symbolic species: the coevolution of language and the brain. New York: W. W.

Dunbar, R. I. (1993). Coevolution of neocortical size, group size and language in humans. Behavioral and brain sciences16(4), 681-694.

Dunbar, R., & Dunbar, R. I. M. (1998). Grooming, gossip, and the evolution of language. Harvard University Press.

Miller, G. F. (1999). Sexual selection for cultural displays. The evolution of culture, 71-91.

Miller, G. F. (2001). The mating mind: How sexual choice shaped the evolution of human nature. Psycoloquy12(8), 1-15.